Lunch ze słoniami

Krótko mówiąc: poranek pełen emocji.

Umówieni z tuk-tukowcem na 7.15 w naszym hotelowym lobby wstaliśmy o 6.15, zjedliśmy śniadanie i czekamy na naszego kierowcę. Czekamy, a jego nie ma. A nasza druga opcja transportu, czyli autobus publiczny do Phuket Town, właśnie odjechał. Oczywiście możemy wziąć następny, ale wtedy będziemy w Phuket napewniej o 8.30, a stamtąd do celu naszej podróży, jeszcze około 35 minut, a jak doliczymy korki to na 9 się nijak nie wyrobimy. A tam na spóźnialskich nie czekają.

Ze względu na to, że ten punkt wycieczki to mój MUST-SEE, wyruszamy do miasteczka w poszukiwaniu transportu, taksówka, tuk-tuk, cokolwiek. A w miasteczku cisza. Wnioskując po wczorajszych hałasach do pierwszej w nocy, pewnie wszyscy odsypiają nocne imprezowanie. Na szczęście, kiedy dotarliśmy do punktu, w którym wczoraj umówiliśmy się z naszym Panem Kierowcą, podjeżdża tam taksówka i wysiada z niej Inny Pan Kierowca i proponuje przejazd. I jedziemy!

W końcu dojechaliśmy! 40 minut przed czasem, więc (o dziwo!) na spokojnie.

Wycieczki odbywają się w dwóch ramach czasowych: 9.30-13 (w czasie zwiedzania wegetariański lunch) i 14-17.30 (w czasie zwiedzania: popołudniowa herbatka)

Elephant Phuket Sanctuary to ostoja dla słoni brutalnie zmuszanych do spełniania ludzkich zachcianek. Otwarte dopiero rok temu, do tej pory zgromadziło u siebie sześć słoni. Jest to wg ich strony internetowej: „jedyne etyczne miejsce dla słoni w Tajlandii”. Po zrobionym gruntownie researchu nie spotkałam się z negatywnymi słowami na ich temat, a kiedy porównałam to, co oferują, z tym, co kiedyś wyczytałam na temat niektórych sanktuariów też na Sri Lance, zdecydowałam, że może warto to sprawdzić.

Jeśli szukacie przejażdżki na słoniu, słoni robiących cyrkowe sztuczki czy też kąpieli ze słoniami to nie wybierajcie się tam. I nie wiem czy gdziekolwiek indziej, jeśli leży Wam na sercu dobro zwierząt. Sposoby, za pomocą których ludzie podporządkowują sobie słonie są tak brutalne, że ciężko na to patrzeć. Zaczyna się od tzw. phajaan, czyli łamania ducha słoni. Stoją skrępowane linami, oddzielone od swoich rodzin (słonie to zwierzęta odczuwające głęboko więzi rodzinne), pozbawione jedzenia, wody, straszone i bite przez wiele dni. W tym czasie ich dusza się łamie. Warto przy tym wiedzieć, że te zwierzęta normalnie zjadają 200 kg pożywienia i wypijają 200 litrów wody w ciągu dnia. Po tym powolnym procesie możemy się domyślić, że na samo wspomnienie bodźców bólowych (np. ruch kija mahout’a) zwierzę wie, że warto być posłusznym. Wiele sanktuariów oferuje turystom kąpiel ze słoniami, jednak tutaj przeciwnie, czego powodem jest według fundatorów to, że te uwielbiające wodę zwierzęta bardzo lubią razem bawić się w wodzie i sprawia im to nie tylko dużą przyjemność, ale też sprzyja budowaniu między nimi głębszych więzi. Plączący się między nimi ludzie mogliby to utrudniać, a gdyby zwierzęta chciały wchodzić w normalne interakcje mogłoby to być groźne.

Na skroni można dojrzeć bliznę po wielokrotnym wbijaniu haka np. podczas wycieczek na słoniach

W Phuket Elephant Sanctuary na początku Pani Przewodniczka o imieniu Nui opowiedziała nam trochę o początkach tego miejsca oraz włączyła informacyjny filmik jak powinno/nie powinno zachowywać się w towarzystwie słoni, żeby nie stanowić dla siebie i dla nich zagrożenia. Co ciekawe, fundatorem Sanktuarium jest Mahout, który wcześniej pracował ze słoniami w tzw. Trekking Campach (miejsca, w których organizowane są przejazdy na słoniach w topornych siedziskach). Zwierzęta, które przebywają na terenie Sanktuarium są od ludzi najczęściej wykupowane, nierzadko po długich negocjacjach (no bo kto chce pozbywać się swojego źródła dochodów?) i w cenach iście samochodowych – około 500/600 tysięcy bahtów! (żeby przeliczyć na polskie zawsze odejmujemy jedno zero i mniej więcej się zgadza). Młodziutkie słonie są często niemożliwe do odkupienia, bo za nie „właściciele” często śpiewają sobie milion, a nawet więcej bahtów.

Wcześniej zaoferowano nam owoce, przekąski i napoje, a do baru podeszła na jedzenie również jedna niewidoma rezydentka sanktuarium na drugie śniadanie. Całkiem się zdziwiliśmy, kiedy odwróciwszy głowę od kawy, a przed oczami pojawiła nam się ogromna szara głowa z wielkimi uszami i do tego z trąbą!

Niewidoma Pani Rezydentka

Po seansie do budynku podeszły trzy słonice z opiekunami, które mogliśmy nakarmić bananami, ogórkami i arbuzami i zrobić sobie z nimi zdjęcie. Śmieszki z tych słoni straszne! Niektóre zabierały sześć sztuk warzyw i owoców w zgięcie trąby i wszystko naraz wpychały sobie do buzi. Żarłoczne bestie 😀 Bartek na początku nieco niepewnie, ale potem nawet, cytuję „Dotknąłem nawet raz trąby!”. Więc, proszę, dla chcącego nic trudnego!

Karmię słonicę!

Bary też karmi

Kiedy już wszystko wyjadły poszły dalej z opiekunami chodzić, jeść, packać się błotem, kąpać itd. A my poszliśmy za nimi i mogliśmy to wszystko podziwiać. MEGA doświadczenie, polecam każdemu!

Dwie najlepsze koleżanki – po lewej gorąca trzydziestka, a po prawej rycząca sześćdziesiątka. Rożnicę wieku można rozpoznać po bardziej zapadniętych kościach skroniowych czaszki i szarym kolorze skóry

Zabawa w wodzie

Ta koleżanka nie widziała wody przez całe swoje wcześniejsze życie, więc po przyjeździe do Sanktuarium po prostu się jej bała

Lunch ze słoniami

Zmęczeni po wycieczce musieliśmy się jeszcze dostać do następnego naszego celu: dżungli! Google Mapsy pokazywały 2 i pół godziny drogi, ale chcieliśmy dostać się tutaj autobusem, żeby wszędzie nie wozić się taksówkami. W rezultacie zajęło nam to cztery godziny.

Informacja praktyczna: Z Phuket Elephant Sanctuary taksówką można dojechać na Bus Terminal 2 w Phuket Town (15 minut i aż 600 bahtów!!), a stamtąd autobusem do Khao Sok (4 godziny – 180 bahtów/os).

Nawet mój stres, że na Terminalu na pewno się zgubimy i nie dojedziemy w ogóle do naszego noclegu okazał się niepotrzebny, bo po wyjściu z taksówki i zrobieniu dwóch kroków zaczepiła nas młoda pani mówiąc:

Pani: KhaoSok! KhaoSok!

E: Khao Sok?

P: KhaoSok! (pokazuje ręką, żeby iść za nią)

E: O której godzinie?

P: KhaoSok!

Więc jak widać bez problemu się człowiek dogada. Potem z kierowcą rozmawialiśmy w podobny sposób.

Stylowy autobus

Jesteśmy już w naszej dżungli, jest super, tylko mieszkamy na drzewie i mamy szczeliny w ścianach 😀

Pozdrawiamy i dobranoc!

Informacje praktyczne:

Z Kata Beach do Phuket Elephant Sanctuary wg naszego riserczu można dojechać na 3 sposoby:

1. Wypożyczonym autem/skuterem

  1. Tuk-tukiem/taksówką – 1000 bahtów w jedną lub 1700 bahtów w dwie strony (dla nocujących w Kata Beach), nam się udało za 800 w jedną stronę, można próbować dalej targować jak się jest mistrzem targowania (nie, żeby Bary nie był)

  2. Autobusem do Phuket Town (40 bahtów), Terminal 1. Potem można stamtąd kombinować z autobusami (jeden do Terminal 2, a drugi stamtąd może przejeżdża przez Sanktuarium) lub z Phuket Town brać taksówkę.

Dla podróżujących z bagażem: w recepcji można bez problemu zostawić bagaż na czas zwiedzania

Zostaw wiadomość

4 Komentarze on "Lunch ze słoniami"

Powiadom o
avatar
Sortuj według:   najnowsze | najstarsze
LiGre
Gość
LiGre

Elephant family – Mother, Father, Sister & Brother Part Two. Pozdrawiamy.

Jadzia
Gość

Widzę, że takie odważne podejście do zwierząt jest u nas rodzinne😉 Nie mogę się doczekać relacji z dżungli😀

Błażej
Admin

Ja byłem całkiem odważny 😀 tylko najpierw puścili film co słoń może Ci zrobić trąbą albo jak może Ciebie kopnąć, to po prostu byłem trochę ostrożny 😀

Pakery
Gość
Pakery

Ile się dowiedzieliśmy z tego postu! Widać Ewcia, że jesteś w swoim żywiole! Słonie zaliczone 🙂

wpDiscuz
Bitnami