Dubaj żegna!

I znowu tu jesteśmy. Lotnisko w Dubaju wita po raz drugi! Tym razem jesteśmy w drodze do domu, ale nie mniej szczęśliwi niż za pierwszym razem.

Na pożegnanie Malediwów zafundowaliśmy sobie wycieczkę na sąsiednią wyspę zamieszkaną przez Malediwczyków, żeby zobaczyć jak żyją i kupić trochę pamiątek (taa, trochę). Wyspa Rasdhoo liczy około 1000 mieszkańców i ma wymiary jakieś 400x600m – nie mogę sobie wyobrazić życia na tak małej, zamkniętej przestrzeni. Tu w ogóle nie ma krajobrazów. Żadnych gór w tle, nic. Kilka palm, prostopadłe do siebie uliczki, domy, port, ludzie i woda. Nawet plaży ładnej nie mają. W każdym razie lokalni ludzie byli bardzo uśmiechnięci i pomocni, namawiali nas też, żeby następnym razem to do nich przyjechać na urlop… ale nas to do końca nie przekonało. Może i ceny noclegów niższe niż w kurortach, ale ciągle te same miejsca, ani gdzie pójść na spacer nie masz, ani wyjść wieczorem (no dobra, może jakaś knajpa by się znalazła). Jedyny rodzaj urlopu jaki można sobie tam wyobrazić to wakacje z nurkowaniem – wtedy płacisz tylko (a może aż, bo to wcale nie takie tanie) za wycieczki łódką w ciekawe miejsca do zwiedzania podwodnego świata. Coś za coś.

Pseudoplaża na Rasdhoo

Pseudoplaża na Rasdhoo

Ewa i wąskie uliczki

Ewa i wąskie uliczki

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Barego zabawy z aparatem kolejny dzień

Barego zabawy z aparatem kolejny dzień

Dzisiaj natomiast, po smutnym pożegnaniu z Ibbe wyruszyliśmy w tour to Dubai, które zawierało w sobie chyba wszystkie możliwe środki transportu (no, oprócz podwodnego i kosmicznego, ale to się nie liczy). Najpierw płynęliśmy motorówką na „wodne lotnisko”, czyli małą platformę wśród fal oceanicznych, obok której czekał na nas samolocik. Prowadzi to do drugiej formy transportu – wodolotu. To było NIESAMOWITE. Serio. Żałowaliśmy tylko, że nasza wyspa była tak blisko lotniska w Male, bo lecieliśmy tylko 20 minut i chciałoby się zobaczyć jeszcze więcej. Ale w takich przypadkach chyba zawsze pozostaje niedosyt 🙂 W każdym razie widok tych rajskich wysepek, kolory laguny i wypłyceń z rafami, które wciąż się przeplatały był niezapomniany. Polecam każdemu, kto będzie miał okazję. Lądowanie na wodzie bardzo przyjemne, dużo delikatniejsze niż normalnie i oczywiście ciekawsze (nie co dzień lądujesz wśród fal).

Czas pożegnań, wcale nie tak smutny

Czas pożegnań, wcale nie taki smutny

Kolejnym naszym środkiem do celu był autobus, który przewiózł nas z lotniska wodolotów na lotnisko dla prawdziwych samolotów. A potem to już „tylko” samolot, metro w Dubaju i winda na 123 piętro, ale o tym za chwilę… 🙂

Lotnisko wodolotowe

Lotnisko wodolotowe

Ostatni rzut okiem na Kuramathi

Ostatni rzut okiem na Kuramathi

Wysiadamy!

Wysiadamy!

Dubaj, szczerze? Nic specjalnego. Naprawdę. Szaro, wszędzie budynki, jak nie budynki to piasek, czasem trafi się palma. Dodatkowo wszędzie w powietrzu unosi się pył co dodaje krajobrazowi kolejną porcję szarości. Najfajniejsze były minarety wybijające się znad zabudowy co jakiś czas i przyciągające oko. A jest ich tu dość sporo. Ze względu na to, że metro było w większości nad ziemią dużo zobaczyliśmy bez przymusu spacerowania ulicami. A okazało się to zupełnie nietrudne, bo metro i wszystkie zabudowy, do których chcieliśmy wejść są połączone bezpośrednio bez konieczności wychodzenia na zewnątrz (np. żeby wyjść ze stacji Burj Khalifa idzie się i idzie długim klimatyzowanym rękawem (?), aż po zaledwie 10-15 minutach wychodzi się w centrum handlowym…). Bo na zewnątrz, jak się przekonaliśmy na własnej skórze, nie da się oddychać, a co dopiero poruszać. W drodze z centrum handlowego do miejsca odbioru przeze mnie mojego prezentu urodzinowego, Bartek zdążył zapocić całą koszule, a moja i jego twarz prawie spłynęła w całości na brzuch. Zrobienie jednego zdjęcia wiązało się z kolejną dawką potu na twarzy (no cóż, było 38 stopni w cieniu i świeciło słońce, ale ponoć potrafi tu być o wiele cieplej…). DRAMAT.

Jedziemy overgroundem

Jedziemy overgroundem

Burj Khalifa za dnia

Burj Khalifa za dnia

Prezent urodzinowy od Bartka (i inny – wirtualny od moich przyjaciół – dzięki!!!) odebrałam na 123. piętrze Burj Khalifa w małej knajpie. Wypiliśmy razem wino, zjedliśmy obiadokolację i zdmuchnęłam świeczkę na małym torcie :). A to wszystko przy pięknym widoku brzydkiego miasta i cudnego zachodu słońca. Byliśmy też zaskoczeni, bo okazało się, że bez słońca Dubaj wygląda o wiele ładniej. Udało nam się nawet zobaczyć pokaz fontann z góry, a potem z dołu – prawie jak we Wrocławiu! Dubaj w nocy nadrabia tym czym za dnia za bardzo nie może – światłem. Całe miasto krzyczy – Jesteśmy bogaci możemy tracić tyle prądu ile nam się podoba! Świecą się budynki, fontanny i inne zbiorniki wodne, ulice, chodniki, ławki, galerie handlowe, hotele, liście palm, pnie palm i w ogóle wszystko. No cóż, kto bogatemu zabroni.

123-ecio piętrowe widoki

123-ecio piętrowe widoki

To was jest dwóch?

To was jest dwóch?

Urodzinowe wino

Urodzinowe wino

Urodzinowy tort

Urodzinowy tort

Urodzinowy prezent!

Urodzinowy prezent!

Ostatni spacer jaki zrobiliśmy na tej wyprawie to spacer po galerii handlowej Dubai Mall – jest tam nawet zoo i jakieś wielkie akwarium, ale jakoś nie chciałam na to patrzeć. W każdym razie miejsce imponujące nie tylko wymiarem, ale i wystrojem – szczególnie piętro z ekskluzywnymi markami typu Manolo Blahnik czy Louis Vouitton. Wrażenie luksusu dopełniają przechadzające się grupy biało ubranych „szejków” i ich żon w ciemnych hidżabach.

Światła, światła wszędzie

Prawie jak na Pergoli we Wrocławiu

Prawie jak na Pergoli we Wrocławiu

Wszystko pięknie ładnie, ale za dużo egzotyki to też niezdrowo i chcemy już być w domu. A przed nami jeszcze jakieś 9 godzin koczowania na lotnisku i czekania na upragniony samolot do Polski.

Dziękujemy Wam wszystkim, że byliście z nami przez całą naszą podróż – nawet nie wiecie jak supermiło było czytać Wasze komentarze i odbierać te wszystkie pozytywne wibracje. Czuliśmy się jakbyście cały czas byli z nami :)))

Dzięki, do usłyszenia następnym razem!

E&B

Zostaw wiadomość

2 Komentarze on "Dubaj żegna!"

Powiadom o
avatar
Sortuj według:   najnowsze | najstarsze
LIGRE
Gość
LIGRE

czekamy na Was 🙂

JolaB
Gość
JolaB

Wracajcie do rzeczywistości (ona nie zawsze musi być szara). Powroty też są piękne. Cieszymy się, że będziecie „blizej”. Do zobaczenia.

wpDiscuz
Bitnami