O, Ella, zyskałaś przyjaciela!

Już w Ohyia wyczytaliśmy w przewodniku Lonely Planet, że nasz kolejny guesthouse (Chamodya Homestay) prowadzi wiecznie uśmiechnięta pani. Napawało nas to dużym optymizmem, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak fajnie!

Na dworcu pierwsze zaskoczenie – nie przekrzykują się lokalni, żeby podwieźć nas tuk-tukiem. Co więcej – 3-kołowce stojące na parkingu są albo bez kierowców albo są wybredni – „Ja jeżdżę tylko do Arugam Bay”… okeej… No nic, to ciągniemy nasze walizki wgłąb miasteczka. Kolejne zaskoczenie – równy asfalt, aż chce się iść pieszo! Google mapsy pokazywały, że do noclegu mamy jakieś 1,5km, ale jest w tym mały szkopuł – na zdjęciach widzieliśmy, że mamy mieć piękne widoki na góry, a jak na razie nic tego nie zapowiadało. Po 400m drogi znaleźliśmy wolne tuk-tuki. Wg internetów cena przejazdu powinna wynosić ok. 50 rupii/kilometr, więc założyliśmy, że max. stówka i nas podwiozą. Tymczasem pierwszy kierowca zażyczył sobie 350 rupii.. tłumacząc, że to trudna i stroma droga.. Szybkie targowanie i za 250 rupii z innym kierowcą dotarliśmy na miejsce. Rzeczywiście – lekko nie było – ten 1km jechaliśmy z 5 minut i momentami myśleliśmy, że z tym obciążeniem staniemy albo po prostu zjedziemy z powrotem.

Tradycyjnie już przywitano nas pysznym sokiem owocowym! Tym razem zmiksowane ananas, papaja i banan – smacznie 🙂 Pani rzeczywiście była supermiła i od razu dowiedzieliśmy się co ciekawego możemy tu zobaczyć.

Na pierwszy ogień wybraliśmy Little Adam’s peak – mały szczyt Adama. Trasa krótka i przyjemna, więc był to raczej relaks niż wyzwanie 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

widok na Ella Rock

Żona na Little Adam`s Peak

Żona na Little Adam`s Peak

Ponieważ 8 z 9 dni jedliśmy rice & curry, czuliśmy silną potrzebę zjedzenia czegoś innego – oczywiście zawsze było smacznie, ale ile można jeść to samo? Tripadvisor powiedział, żeby iść do Matney Hut, gdzie niby są 4 stoliki i warto zaczekać nawet jak wszystko zajęte. Rzeczywiście to była gra warta świeczki. Zjedliśmy nasz najlepszy posiłek jak do tej pory – jakąśtam paratę.Z grubsza był to naleśnik z podsmażonymi warzywami i mięsem w środku.. tyle, że oni potrafią to wszystko tak przyprawić, że aż smutno się robi jak jedzenie się kończy 😀

Kolejny dzień – znów piękne słońce. Jak sprawdzałem wcześniej pogodę z Polski na miejsca, które mamy odwiedzać, to ciągle pokazywało ok 30 stopni deszcz i burze.. A tutaj przez 11 dni jeszcze nie padało.. co więcej – jest mega słonecznie i ciepło – w górach 20-30 stopni, niżej 30-40. Bądź co bądź, chyba nie ma co narzekać… 😉

W Ella znowu mieliśmy okazję jeść najlepsze z najlepszych naleśników na śniadanie. Wiemy już, że nadzienie to podsmażone na maśle wiórki kokosowe z miodem i cukrem –  zagadałem z naszą Panią i obiecała podesłać kilka przepisów 🙂 Ogólnie w dobrych guesthousach na śniadanie dostaje się: świeże owoce (ananas, arbuz, banan, papaja i awokado), jajka sadzone lub omlety i naleśniki o których pisałem wcześniej. Czasem można spotkać jeszcze grzanki z dżemem i soki ze świeżych owoców – ogólnie bajka!

Śniadanie mistrzów

Śniadanie mistrzów

Drugą wyprawę w góry zrobiliśmy na Ella Rock. Czytaliśmy, że warto tam iść z przewodnikiem, bo łatwo się zgubić. My za to mieliśmy ręcznie narysowaną mapę przez męża właścicielki…

Profesjonalna mapa

Profesjonalna mapa

Także po co komu przewodnik 😀 Mimo tak dokładnej mapy mieliśmy jeden moment zawahania.. no i rodowity Lankijczyk nie byłby sobą, gdyby tego nie wykorzystał… przecinaliśmy plantację herbaty, gdzie było ku naszemu zdziwieniu wiele dróg.. patrzymy, a tu jakiś miejscowy się kręci niedaleko. Widać było, że szedł gdzieś konkretnie, bo nawet nas nie zaczepiał, ale to my zadaliśmy mu pytanie czy tędy wiedzie szlak na Ella Rock? Ponieważ akurat chyba powinniśmy byli jednak odbić w lewo, a nie iść prosto jak zamierzaliśmy i droga prowadziła przez wysokie trzciny myśleliśmy, że pan chce przejść z nami kawałek i pokazać gdzie iść – nic bardziej mylnego…! Przeszliśmy trzciny i generalnie z tą naszą mapką dalibyśmy radę, ale nie mogliśmy się uwolnić od nowego „przewodnika”.

BB: Dobrze, dziękujemy bardzo za pomoc, wiemy już jak iść dalej.

P: Nie, nie. Tu są 4 różne drogi i nie traficie. Musicie iść ze mną.

BB: Nie, mamy mapę, już wszystko wiemy.

P: (zaczyna prowadzić dalej) Nie, zgubicie się, ja Was poprowadzę.

BB: Nie, dzięki. Idziemy sami!

P: (niezadowolony wyciąga rękę) Pieniądze.

BB: (ech, znowu to samo, wyciągam 40 rupii, żeby się odczepi, bo przeszedł z nami może 100m?)

P: 100 rupii

BB:  40 rupii

P: 100 rupii

BB: (wkurzony) Masz te 40 rupii i koniec. Zapytaliśmy tylko którędy iść i nie dam Ci więcej.

P: (nieco zawiedziony na szczęście poszedł)

także chyba ciężko nie iść tu bez przewodnika… Na szczęście reszta drogi była już przyjemna i widoki też niczego sobie.

Na szlaku

Na szlaku

HealthyPlanByEve (inside joke)

HealthyPlanByEve (inside joke)

Mam tę moc!

Mam tę moc!

Na szczycie trochę zgłodnieliśmy (jak zwykle) i myśleliśmy już tylko o jedzeniu, a że dzień wcześniej znaleźliśmy fajną knajpę z burgerami (Cafe Chill) – tam poszliśmy zaspokoić głodek i ugasić pragnienie (kufel zimnego piwa).

Prawie jak burger

Prawie jak burger

Co prawda wołowina smakowała trochę jak wieprzowina, ale i tak było całkiem nieźle.

Urządziliśmy też poszukiwania sklepu z piwem. Okazało się, że to nie takie proste. W sklepach nie ma alkoholu – ponoć są specjalne monopolowe, ale na takie nie wpadliśmy. Pojawiło się więc pytanie – jak kupić piwo? Trzeba pójść do knajpy z alkoholem (też nie tak hop siup) i poprosić o piwo. No i załatwione, ale tylko teoretycznie, bo nie zawsze chcą sprzedać na wynos 🙂

Kelnerzy z Cafe Chilli poradzili chociaż, że alkohol można kupić w barze naprzeciwko. Trochę ciemnawe miejsce, wyglądało z zewnątrz na puste, a tu niespodzianka.. W środku z 30 osób, w tym 2 białe – barman i ja. Ale numer, lokalni chyba byli mocno zdziwieni moją obecnością, ale nie wiem czy bardziej niż ja tym miejscem. Tak czy siak wybór był całkiem solidny – tzn. nie było wszystkich znanych ze sklepów whisky, rumów, piw itd. ale ich lokalne odpowiedniki owszem.

Wychodzone piwko

Wychodzone piwko

Już wcześniej wiedzieliśmy, że Ella jest najlepszym miejscem na zwiedzanie fabryki herbaty, a są tu dwie – jedna czarnej, a druga zielonej. Można się było domyślić, że w niedzielę obie są zamknięte, ale że w poniedziałek nie ma produkcji to byliśmy zdziwieni. Całe szczęście, że wyjeżdżaliśmy stąd dopiero dzisiaj i zdążyliśmy zwiedzić fabrykę czarnej herbaty o 8 rano.

Super sprawa – cały wyjazd myślałem o tym miejscu i się nie zwiodłem! Pochodziliśmy z przewodnikiem około 40 minut, pokazał nam wszystkie pomieszczenia i etapy produkcji czarnej herbaty (a jest ich niemało). A na koniec mogliśmy spróbować 4 różnych rodzajów – od najsłabszej do najmocniejszej. Ponieważ kawy się u nich raczej nie pija, to możecie się domyślić jak bardzo mocna była ta ostatnia herbata… Nie dziwię się, że piją ją tylko z mlekiem i cukrem.

Szereg mocy herbaty

Szereg mocy herbaty

Na koniec miła niespodzianka – nasza pani z guesthousu znalazła nam ludzi do podzielenia kosztów taksówki i w ten oto cudowny sposób od dzisiejszego popołudnia relaksujemy się w Arugam Bay!

plaża w Arugam

plaża w Arugam

Zostaw wiadomość

5 Komentarze on "O, Ella, zyskałaś przyjaciela!"

Powiadom o
avatar
Sortuj według:   najnowsze | najstarsze
Jadzia
Gość
Jadzia

Piękne widoki! I nie mam wątpliwości, że tekst ten pisał Bartek – temat przewodni jedzenie;-) A z pogodą… no cóż, a jaka miała być „dziecko szczęścia”? Co ciekawe, u nas też od tygodnia 30 stopni, ale w pracy upał tak nie cieszy. Pozdrawiamy gorąco! Miłego dalszego wypoczynku:-)

LIGRE
Gość
LIGRE

Smacznego życzymy Wam z kraju dalekiego.Pozdrawiamy.

JolaB
Gość
JolaB

Piękne górskie widoki i piękni Wy. Nadal widać radość na Waszych buzkach😊☺ A mapę zachowajcie na pamiątkę. Życiowa dewiza Bartka nadal aktualna – „jedzenie musi być”. Udanego wypoczynku nad oceanem i smacznych „owoców morza”. Pozdrawiamy ☺

LIGRE
Gość
LIGRE

Drogi Bartku, wszystko piękne: widoki, jedzenie, picie, pogoda, tylko ta moja/Twoja Ewa coś bladziuchna na tym Little Adam`s Peak 🙁

Pozdrawiam, teściowa 🙂

wpDiscuz
Bitnami