Gonimy słońce, uciekamy przed wodą

 

BB obserwuje ludzi na wczorajszej obiadokolacji: obok nas sztywna para rusza na szczyt z przewodnikiem.. Dziwne.. O! Jest też dwójka uśmiechniętych młodych ludzi niedaleko. No to hop!

BB: Hej, byliście już na szczycie Adama?

Uśmiechnięta para: Hej, jeszcze nie, właśnie jutro idziemy.

BB: O, to super! A wiecie gdzie jest szlak?

Up: Tak, byliśmy po południu na spacerze u podnóża szlaku, trochę kręta droga pomiędzy budynkami i ciężko tam trafić.

BB: Okay.. A moglibyśmy pójść z Wami?

Up: Pewnie!

BB: Ekstra, to o której ruszamy?

Up: 2:30?

BB: Też o tej chcieliśmy zaczynać. W takim razie do zobaczenia!

No, to my już sobie wczoraj skompletowaliśmy 4-osobową grupkę. Zapowiadało się ciekawie, zarówno ze względu na wyjście w góry jak i towarzystwo.

2:07: Bip, Bip! Bip, Bip! Wstajemy! Ekscytacja pierwszą w życiu nocną górską przygodą i to jeszcze na Sri Lance była wielka. Dopakowujemy ostatnie rzeczy do plecaka, sprawdzamy pogodę na balkonie – zaskakująco ciepło – jakieś 15 stopni i nie pada. O 2:30 spotykamy się z naszymi ziomkami, wymieniamy się imionami i ruszamy!

dav

Ostatnie przygotowania

Jest ciemno, ciemno no i ciemno. Ale mamy czołówki i latarki, więc droga nam nie straszna. Za dużo osób z okolicznych guesthouse’ów nie widać – jakieś 8-10 (to nic w porównaniu do tysięcy w sezonie pielgrzymek). Odnaleźliśmy szlak składający się z 5500 schodów i na samym początku co, niespodzianka – przymusowa ofiara? Na krótkim rozdzieleniu szlaków chcieliśmy iść lewym, ale naganiacze kazali wszystkim iść prawą stroną, gdzie mnisi zapraszali do podpisywania się w księgach. Cały czas myślałem, że to spis ludzi ruszających na szlak, dopóki nie dotarłem wzrokiem do kolumny Donation (ofiara)… Zapłaciliśmy, odprawili nad nami jakieś modły, założyli białe sznurkowe bransoletki i mogliśmy iść dalej. Jak się później dowiedzieliśmy od poznanego Irlandczyka, nie wszystkim poszło tak sprawnie – dobrowolna ofiara była typu co łaska, ale 20 rupii nie wystarczyło.

Schody, schody no i schody. Nie ma zmiłuj. Ale i tak droga się nie dłużyła, bo było ciemno, a głowa pracowała. Czyli możecie się domyślić reakcji Żony na każdy szelest! Dobrze, że miałem dużo warstw na sobie, to nie czułem tak tych wbijających się w rękę paznokci. Ale był jeden moment, że w czwórkę wszyscy zamarliśmy – z prawej strony rozległ się przeraźliwy dźwięk typu buhubłuhublablubla niczym rozwścieczony niedźwiedź spuszczony z łańcucha.. Czołówki poszły w ruch i ten wielki zwierz okazał się być… drobnym strumieniem wody wybijającym spod ziemi… 🙂

Impreza na szczycie z Anną i Martinem

Impreza na szczycie z Anną i Martinem

Tempo mieliśmy dosyć dobre, a wspinaczkę umilała nam pogawędka z Uśmiechniętą parą (Anna i Martin). Na szczyt dotarliśmy w 2h15min i mieliśmy jeszcze godzinkę do wschodu słońca. Z racji tego, że znajdowaliśmy się na 2230m n.p.m. to „z lekka” wiało i było mniej ciepło. Na szczęście z pomocą przybył pan w czapce stacjonujący na szczycie – drzwi domku otwarły się prosto na nas i usłyszeliśmy głos niczym wołanie anioła„Może czarnej herbaty?”. Owszem, chętnie. Niezły biznes, bo herbatkę po chwili pili prawie wszyscy na szczycie, a zeszło się ok. 80 osób.

Ciepła herbatka zawsze spoko

Ciepła herbatka zawsze spoko

Stało się! Zaczęło się rozjaśniać. To niesamowite, wszystkie przewodniki i wpisy na forach odradzają wypraw na szczyt Adama we wrześniu – jest to najgorszy okres i teoretycznie dzień w dzień w górach leje.. teoretycznie, bo w praktyce było tak…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ewa podziwia

Ewa podziwia

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dodatkowo świątynia na szczycie poza sezonem ponoć jest zamknięta, a tu o 6 rano bramy się otwarły! Każdy na tyle odważny, żeby ściągnąć buty i ochłodzić się trochę w tym porannym upale, mógł wejść do środka i np. gongnąć sobie dzwonem.

 

 

DCIM104GOPRO

Radość z gongania

Nieco później...

Nieco później…

Tak się nam tu podobało, że mimo że pojawiliśmy się tu jako jedni z pierwszych to schodziliśmy jako ostatni – dopiero kiedy doczekaliśmy się słynnego trójkątnego cienia 🙂

 

Oto i on

Oto i on

A po zejściu – relaks z równie pięknymi widokami!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zostaw wiadomość

9 Komentarze on "Gonimy słońce, uciekamy przed wodą"

Powiadom o
avatar
Sortuj według:   najnowsze | najstarsze
Olga
Gość
Olga

Radość z gongania <3

Jadzia
Gość
Jadzia

Pozdrowienia dla Ironwoman😉5500schodów? Szacun😎

rejczel
Gość
rejczel

Zdobywanie szczytow jest najfajniejsze, najpiękniejsze! 😍

JolaB
Gość
JolaB

Niesamowite widoki. Warto było się wspinać i przeżyć tego „niedźwiedzia „. A ta radość z gongania! Nie było deszczu, no bo jak wybiera się w góry „dziecko szczęścia „…😉

LIGRE
Gość
LIGRE

Piękne widoki i pysio się cieszy jak się na Was paczy 🙂 gong gong

AWMN
Gość
AWMN

Droga na szczyt to takie 5500 „stairway to heaven”. Niesamowite widoki i uśmiechy na Waszych twarzach, a to wszystko nad chmurami. Wspaniała przygoda. Pozdrawiamy i czekamy na więcej ☺

pakery
Gość
pakery

Wowwowwowwowwow!!!! Co to za siódme niebo! *.* Widoki przebijają zapewne nawet te z romkowego kokpitu! 🙂

Ps. Jeżeli będziecie po powrocie kiedyś zastanawiać się, w jakim miejscu wić wspólne gniazdko, to podsyłam pomysł: https://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82a%C5%BCejewo 😀 powinniście zostać honorowymi obywatelami dwóch wsi w Wielkopolsce 🙂

SebaK
Gość
SebaK

@ pakery

Znając Państwa Błażejewskich, to tam pojadą, choćby z czystej ciekawości, żeby zobaczyć co i jak 🙂

PS. Czekamy na kolejne wpisy 🙂

jagody
Gość
jagody

Cień jak na K2!!!! Zazdro1000 😮

wpDiscuz
Bitnami